Piksel poruszył się lekko. .
- Ale.... Już późna noc. Po takich przeżyciach nie można zasnąć. Przed zamkniętymi oczyma przesuwają się obrazy, jak pogmatwany, przygniatający sen. Z ulicy wciąż dobiegają wrzaski. W półsen z wolna sączą się dźwięki oboju. Ogarnia mnie smutek.. Tego człowieka nie dało się „rozgryźć” przy pierwszym spotkaniu. Postanowiliśmy więc zachowywać się biernie, byliśmy niemniej uprzejmi i w przepisowej postawie piliśmy ceremonialną filiżankę herbaty. Ponieważ pan Kapszöpa nie przewidział, że możemy znać tybetański, zaprosił w charakterze tłumacza swojego bratanka, który z racji znajomości angielskiego zatrudniony był w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później wielokrotnie mieliśmy z nim do czynienia. Był on typowym przedstawicielem młodego pokolenia, kształconego w indyjskich szkołach, z głową pełną reformatorskich projektów dla Tybetu. Jednakże obecnie nie odważyłby się zjednywać konserwatywnych mnichów dla swoich idei. Pewnego razu, gdy znaleźliśmy się sam na sam, pozwolił sobie na uwagę, że mamy z Aufschnaiterem pecha, przybywając do Lhasy o kilka lat za wcześnie; gdyby on i kilku młodych arystokratów dzierżyli teki ministrów, mielibyśmy pełne ręce roboty.... - A jaką korzyść przyniesie małżeństwo Sumiennego z zawyspiarską dziewczyną? Sojusz, Cierniu.. - Hetgurdem?. Czas płynął, a furgonetka mknęła naprzód; kierowca właśnie przyśpieszył, jakby zostawił za sobą ostatnie zabudowania miasta. Litow za wszelką cenę starał się jak najdokładniej ustalić dwa elementy: kierunek, w którym się posuwali - choćby orientacyjny - i szybkość jazdy. W ten sposób mógłby z grubsza obliczyć przebytą odległość.. - Najdroższy.. Dla kogoś o twojej inteligencji, di Griz. Mieści się w całości w umyśle. Szary poranek przeszedł w równie szare popołudnie. Samochód znajdował się na odległym końcu szpitalnego parkingu, ruszyłam więc szybko w tamtą stronę, postawiwszy kołnierz płaszcza dla ochrony przed wilgotnym, zimnym wiatrem..
-
Kategorie
-
Losowe
- Plotki dworskie, ploteczki. Nasłuchałem się ich bez liku podczas prawie trzyletniego pobytu w domu Turyngów, a także i później, będąc w nim częstym gościem u boku mistrza Wolfganga. Miałem też wreszcie okazję policzyć i dobrze poznać legalną progeniturę Henryka Szczytnika, czyli moich przyrodnich braci i siostry. .
- - Twoi ludzie... - powiedział Fondberg półgłosem i spojrzał na koniec drogi, gdzie rozgrywały się sceny jak podczas krwawej bitwy. - Co z nimi? Mogę natychmiast wezwać dziesiątki karetek. .
- Ellis z Mohammedem objuczyli kobyłę i siłą ustawili ją we właściwym kierunku. Dzisiaj będzie gorzej niż wczoraj. Mają przeciąć pasmo górskie, które od stuleci z niniejszym lub większym skutkiem izoluje Nurystan od reszty świata. Będą się wspinać ku znajdującej się na wysokości czternastu tysięcy stóp przełęczy Aryu. Przez większość drogi będą musieli brnąć przez śnieg i lód. Spodziewali się dotrzeć jeszcze dzisiaj do wioski Linar w Nurystanie. W prostej linii to zaledwie dziesięć mil, ale będzie dobrze, jeśli dowloką się tam późnym popołudniem. .
- Coburn nie mógł poczuć sympatii do "Głębokiego Gardła". Facet był cwaniakiem. Cały jego sposób bycia mówił: "Jesteście tacy głupi, a ja wiem o tyle więcej od was, że trudno mi się zniżać do waszego poziomu". .
- - Nie rozumiem - mruknął aszregański dowódca. .
- Chwila trudna do zapomnienia. Powraca w moich myślach gorący czerwiec, brzęczące osy i pszczoły. Nasz szkolny chór miał próbę na katedralnym dziedzińcu. Jako przewodnik wyśpiewywałem czystym chłopięcym głosikiem na chwałę Bożą cudne chorały, podczas gdy umysł mój wznosił się bynajmniej nie ku mistycznym sferom niebios, całkowicie mi wówczas obojętnym, lecz na skrzydłach tęsknoty ku memu drogiemu legnickiemu mistrzowi, prawemu i czystemu niczym marcowy śnieg. Tuż za mną stał Marcin z Koła, czołowy szkolny nieprzyjaciel i prześladowca niedorostka zwanego Witelonem. Tak się złożyło, iż właśnie on musiał mi ustąpić stanowiska kantora. Nie tylko gorzej śpiewał, ale jako starszy ode mnie zaczął właśnie przechodzić zwyczajne w jego wieku obniżenie głosu. Zamiana ta wydawała się więc naturalna i zrozumiała, on jednak potraktował mnie jako podstępnego wroga, który pozbawił go należnej mu pozycji. Nasza wzajemna niechęć datowała się od pierwszego dnia, kiedy przestąpiłem próg nowej szkoły. Marcin upatrzył mnie sobie natychmiast wśród grona potencjalnych młodocianych ofiar. Pierwszym nienawistnym aktem była próba odebrania mi góralskiego gadzika, dumnie błyszczącego na świeżo wypranej tunice. Czując, co się święci, wziąłem prędko nogi za pas i skryłem się za płaszczem przechodzącego opodal magistra. Łobuz próbował mnie pochwycić swymi nieproporcjonalnie długimi rękami, lecz złapał jedynie powietrze, a raczej niewidocznego zająca, padając plackiem na brzuch. Nieudana napaść wywołała w chłopcu istną furię, toteż natychmiast począł mnie wyzywać, mianując obwieszoną błyskotkami szkolną ladacznicą. Odtąd nie dawał mi spokoju, dokuczając na wszelkie możliwe sposoby, każdego dnia trącając łokciem i przezywając. Czułem prawdziwy żal, iż tak na mnie nastaje, był bowiem bardzo ładnym chłopcem, szczupłym, wysokim, płowowłosym i błękitnookim. Typ wiejskiego pięknisia, albowiem jego rodzice pochodzili z niskiego stanu. Zapewne dodatkową nienawiść do mej skromnej osoby budził w nim fakt, że znajdowałem się pod opieką majętnej rodziny Turyngów, znanej i szanowanej w całym grodzie. Owego fatalnego popołudnia nieszczęsny Marcin z Koła stał za mną, nieco na lewo. Pochylony w moją stronę, syczał mi do ucha najgorsze wyzwiska, próbując zakłócić śpiew. Jednocześnie co chwila kopał mnie boleśnie w łydkę. Obawiałem się, że długo tego nie wytrzymam. Oczywiście nie było mowy, abym poskarżył się prowadzącemu próbę mistrzowi. Zabraniały tego niepisane reguły uczniowskiej gromadki. Każdy nowy żaczek musiał sobie radzić w takiej opresji sam. .
- Dziwne było, pomyślała, słyszeć Ziemianina, spekulującego na temat warunków zupełnie nie znanych jego gatunkowi. .
- Ponownie potrząsnęła głową. .
- Co dzień docierały coraz bardziej dramatyczne wieści. Dalajlama zaczął się martwić także o nasz los. Po długiej naradzie zdecydowaliśmy, że powinienem wziąć mój dawno już planowany urlop, aby mieć więcej swobody poruszania się i równocześnie uniknąć niepotrzebnych plotek. Za kilka dni Dalajlama miał przenieść się do Potali i obecnie nie będzie tam czasu na lekcje. Najpierw chciałem pojechać do południowego Tybetu i zwiedzić miasto Szigace, a później udać się dalej - do Indii. .
- Bili zrobił, co mógł. Odwrócił głowę w lewą stronę i oddał drugą salwę na lewy luk, przez co leciałem całkowicie na oślep. .
-
- GotLink.plSanctuary darmowe seriale Sanctuary darmowe seriale